Triathlonowe rozpoznanie bojem zakonczone.
W niedziele odbyl sie moj drugi (i ostatni w tym sezonie) start,
tym razem nie nieco dluzszym dystansie: 750m/28km/5km.
I bylo dobrze! Wszystkie wyniki poprawione:
1. plywanie: -10s/100m,
2. rower: srednia 32,3km/h (+2.5)
3. bieg: srednia -16s/km (=4:31m/km)
Co w rezultacie dalo w generalce mezczyzn 53-cie miejsce na 191 uczestnikow.
Najlepiej poszlo mi ku mojemu zaskoczeniu plywanie: 25/191, rower tylko 108/191, ale nie-szosowek bylo moze z 5 sztuk,
wiec chyba nie moge narzekac.
Jesli chodzi o bieganie, to sam wynik cieszy (45/191), ale moglo byc duzo lepiej, gdyby nie to, ze ponownie prawie od poczatku do konca bieglem z kolka.
Chociaz nie, kolka to zle slowo. Z kolka moge biec i sie tym specjalnie nie przejmowac.
To bym spazm/skurcz calej przepony, przez cala szerokosc, od lewej do prawej.
Probowalem to jakos ogarnac i byly momenty lekkiej poprawy, ale tylko lekkiej i tylko momenty
Bede musial nad tym mocno popracowac na wiosne.
Podsumowujac: bakcyla zalapalem i to mocno. Pluje sobie tylko w brode, ze stracilem kilkanascie lat przez nienawisc
do biegania.
Ale lepiej pozno niz wcale jak mawiaja. Teraz trzeba nadganiac ;-)
Jako, ze sezon jeszcze w pelni, to nie koniec wyzwan na ten rok
Wchodze wlasnie w nowy tryb treningowy, bo pod koniec pazdziernika zaplanowany mam...
Spoiler ..debiut w maratonie