mała odskocznia od siłkowych klimatów
Jako że wrócił z Norwegii mój ziom z którym jeżdżę na rowerze i bujam się po górach, zdecydowaliśmy się wczoraj wybrać na zimowego tripa na Śnieżkę. Nigdy wcześniej nie chodziłem zimą po górach więc była mega zajawka żeby wystartować od razu na szczyt gdzie będzie można zobaczyć jak to wygląda w pełni.
Wyjazd z Wrocka o 4 rano. Na szlak wyszliśmy o 6.30. Jeszcze ciemno a my bez oświetlenia. Spora ilość śniegu pozwalała widzieć mniej więcej zarys trasy. Od samego początku mega wiatr a przez dwie ostatnie godziny piękna śnieżyca i wiatr w plecy zwiewający śnieg.
Miałem świeże porównanie z ostatnim tripem na śnieżkę gdzie już był śnieg ale w mniejszych ilościach i co mnie zdziwiło, tym razem ostatnie podejście zaraz pod samo obserwatorium - tam gdzie są skały i idzie się wzdłuż łańcuchów - było łatwiejsze, bo zamiast samego lodu był też na nim śnieg, na którym buty łapały przyczepność.
W obserwatorium ciepły posiłek. Odpytka przez pracowników bo byliśmy pierwszymi turystami w tym dniu i podali nasze info o warunkach na szlaku do wszystkich schronisk, po czym wymarsz do Karpacza. W drodze powrotnej musieliśmy zmienić plany bo trasa po jakiej chcieliśmy zjeść została zamknięta ze względu na zagrożenie lawinowe. Ta po której schodziliśmy dała nam strasznie po dupach bo non stop po lodzie, kroczek po kroczku. Schodziliśmy godzinę dłużej niż zajęło nam podejście. O 13 byliśmy w Karpaczu i pojechaliśmy na tradycyjną kawę i szarlotkę do ulubionego pubu.
Pozdro dla wszystkich jakich spotkałem na szlaku w eleganckich kozakach na szpili, trampkach oraz eleganckich półbutach. Szacun
dwie słabej jakości foty bo iPod non stop zdychał ze względu na zbyt niską temperaturę (lub po prostu nie dało się robić fot przez śnieg)

