Ja podobnie jak większość zgromadzonych - Audacity + Orange Crush 15 zbierany słuchawkami z mikrofonem od skajpa, a wszystko pod kontrolą tak znakomitego DAW jak Rejestrator Dźwięku Windows™. Audacity odkryłem trochę później, o robieniu bębnów mi się nawet nie śniło. Robiliśmy wtedy z kolegą z uczelni jakiś leśny black więc nawet dobrze pasowało. Potem się przerzuciłem na wpinanie gity bezpośrednio w kartę audio (integra w MOBO, ofc.) i poznałem moc Asio4All™. (Tu kolega odpadł. Black z komputera? Pozer!) Och, cóż to był za szum. Oczywiście, o czymś takim jak DAW nawet nie słyszałem - wtyki odpalałem w jakimś stand-alone hoście VST. Potem było jeszcze weselej, bo zaopatrzyłem się chyba w jakiegoś SB Live!, były do tego jakieś modowane drivery KxProject i się można było bawić. Wpinałem mu w linię SansAmpa GT-2™. Wygrzebałem gdzieś do tego jakiś samodziałowy DAW pt. Kristal (Obsługiwał nawet niektóre wtyczki! Fiu! Fiu!) i zacząłem coś tam powoli ogarniać. Przynajmniej takie było moje zdanie.
Najzabawniejsze jest, że to były już czasy w których Toneporta można było kupić za jakieś nieduże pieniądze na Allegro więc nawet nie wiem po jaki chuj się tak męczyłem. Najwyraźniej udałem się po porady w niewłaściwą część Internetu. Albo nie jestem najostrzejszym narzędziem w tej szopie.