Czyli co, wychodzi na to, że całą ideę wzmacniaczy 1W czy ograniczenia mocy do 1W można o kant dupy rozbić, bo to się nie nadaje ani do grania w domu (za głośno), ani na salce (za cicho)? To po kiego grzyba w ogóle coś takiego?
Jeśli nie lampa, POD mi nie przypasował, a kompem się brzydzę, to zostają tylko pierdziawki w rodzaju wspomnianej Yamahy? Czy ewentualnie jakiś tranzystor?
Dick retard - jestem w takiej sytuacji życiowej, że przez najbliższe 5 lat na pewno nie będzie mowy o kapeli. Kwestię zapasu poruszył krzy1125, więc przy okazji zapytałem o moc potrzebną na salce. Head 1W to od samego początku miało być rozwiązanie tymczasowe, ale jeśli miałbym kupić coś normalnego, to nie widzę przeciwwskazań, żeby miało zostać u mnie na dłużej - nie lubię zmieniać często sprzętu, jak mi coś pasuje, to zostaje u mnie na lata, więc można pomyśleć o przyszłości. A że w przypadku Firebirda różnica w cenie to 2 stówki, to mogę się zastanowić czy dołożyć do 40 czy nie, stąd pytanie o moc. Jak byłem piękny i młody, to 65W hybryda dawała bez problemu radę i na salce i w domu, ale lampy nigdy nie miałem, więc nie wiem jak to jest. No więc bez złośliwości - 20W styknie na próby z kapelą, czy nie?