wtrącę się z opinia którą wypracowałem sobie z biegiem czasu będąc raz po jednej, raz po drugiej stronie konsoli
warto odróżnić koncepcje nagłaśniania, od czegoś co bym nazwał dogłaśnianiem.
Nagłaśniać to sobie można w stodole, albo innych sporych miejscach gdzie w zasadzie masz 100% możliwość kreowania brzmienia kapeli, i jak się uprzesz to zamienisz gitarzyście mesę w marshalla i vice versa

)
W mniejszych klubach wole stosować koncepcje dogłaśniania, innymi słowy - kapela gra, a my dodajemy brakujące elementy: jak to malutki klub to wokal, stopa, tomy + jakies przeszkadzajki, jak wiekszy klub to dodajemy gitry, bas itd itp
wymaga to skolei sporej swiadomosci kapeli jesli chodzi o kreacje brzmienia jako calosci. Idealną sytuacją jest to że stoimy przed scena, kapela gra bez wlaczonych przodów a mimo wszystko brzmi to jak muzyka. Gitarzysci sa tej samej glosnosci, brzmienie gitar nie jest zapchane basem, od tego jest basista przeciez. Punktem odniesienia sa oczywiscie bebny, ladnie brzmiace akustycznie, dobre naciagi, nastrojone.... reszta instrumentow nie powinna zostac przez bebny zakopana, ale nie powinna tez bebnow wyraznie przekrzyczec...
dopiero w tej sytuacji zaczynamy sie posilkowac naglosnieniem