troche stary temat ale sie wypowiem. jesli chodzi latencje to w wielu wypadkach wraca do Ciebie werbel odbity od sciany przeliwleglej przodom, lub z okolic sceny. w wielu miejscach spotkalem sie z ceglanymi klubami i to poteguje takie wrazenia. w wiekszosci miejsc na prawde trudno opoznic monitor. Nie mowie tu teraz o profesjonalnych scenach tylko o wiekszosci klubów w polsce

. Sprawa slyszalnosci gitarzystow. Jakos acid drinkers moze stawiac paczki bokiem i nie placza. Pracuje w sredniej wielkosci klubie muzycnzym i od kiedy staram sie grzecznie prosic gitarzystow o stawianie paczek bokiem to sie lepiej slysza i koncerty brzmia duzo lepiej. Problemu nie stanowi wysterowanie mikrofonu, tylko to, ze przesterowana gitara gra szeroko w pasmie i jak piec ryczy ze sceny w strone publicznosci, to czesto w wielu miejscach nie ma mozliwosci wyciagniecia wokali etc, bo nie ma tyle mocy zeby przegluszyc wasza gitare. takie sa realia polskich klubow.
Coraz czesciej jezdzac z zespolami spotykam sie tez, z faktem stosowania sie do unijnej dyrektywy okreslajacej maksymalna glosnosc podczas koncertu. Poszukajcie sobie w google. Czesto to nie wina realizatora ze nie moze byc glosno tylko managera klubu, albo upierdliwej sasiadki ktora dzwoni na policje. Tylko wielu z realizatorow zamiast pogadac z zespolem i wyjasnic dlaczego, strzelaja fochy i stad wychodza nieporozumienia i zle wpspomnienia z czesto fajnych miejsc
Co do riderow, to czesto macie ridery z kosmosu na duze sceny. Kopia rideru waznego zespolu wcale nie musi byc dobrym riderem, odzwierciedlajacym potrzeby i aktualne mozliwosci "wymagania" Waszych zespolow.
Wielu realizatorow to swiete krowy, ale ludzie, wielu z Was tez
