To czas na małe radości: właśnie wypiliśmy z żono na balkonie mini szampana przygotowanego na okoliczność wyprowadzki sąsiada (przypomnę: chodzi o pana, który ostatnio po 4-5 razy dziennie wzywał ostatnio policję, a sam latał w masce i psikał gazem pieprzowym. Jea!
Mało tego! Wczoraj jeszcze wyprowadził się sąsiad z góry, ten co o 6 rano budził nas wszystkich łomotem roboczych butów na metalowych schodach (efekt walenia się ścian o tej godzinie). Rewelacja! Zostaliśmy na klatce sami! Cicho nagle, dziwnie jakoś... To jeszcze teraz kasyno (które jest ostatnio znacznie ciszej), albo raczej my.