No wszystko fajnie, logicznie, racjonalnie, po męsku, ale kobiety wykonują w choleeeeerę więcej tzw. niewidzialnej pracy - czy to opiekuńczej wobec swoich dzieci, bliskich, znajomych, pracy związanej z utrzymaniem domu. Już nie mówię o przerwach w obecności na rynku pracy ze względu na rodzenie i odchowanie dzieci (chyba chcemy, żeby nowe dzieci się rodziły?) czy mnóstwo spraw zdrowotnych, które nie dotyczą mężczyzn, a też utrudniają ciągłość kariery zawodowej. Jasne, ktoś powie “ALE NIE MOJA PARTNERKA, MY DZIELIMY SIĘ PO RÓWNO”. Po pierwsze, nie dzielicie, po drugie, to stanowi dowód anegdotyczny wobec rzeczywistości, która już statystycznie wygląda inaczej. Ja tam jestem za emeryturami obywatelskimi, a nie pseudo-prywatnym odkładaniem każdy na siebie.
Spoiler Ogólny rant: Liberalne zarządzanie a la prywatne za publiczne to nic innego, jak uchujawianie jakości usług publicznych. Przykład tego widać przy ostatniej aferze NFZ z lekarzami kontraktowymi. Usługi publiczne to nie jest coś, gdzie powinno się szukać oszczędności przy sprzątaniu jako kontrakty za metry kwadratowe. Jakość nie wynika z liczenia groszy, tylko robienia rzeczy porządnie, bo należy je robić porządnie. Bo oszczędzone na zwykłych ludziach pieniędzy potem wysiorbią “specjaliści” sami wyznaczający sobie wynagrodzenia w kominach płacowych.