Mam wrażenie, że strzelacie z armat do wróbli... Połowa ludzi, która stoi pod sceną (szczególnie w PL) ma głęboko w dupie wasz sound, chcą się napić i pomachać głowami, ma być głośno, rytmicznie i generalnie urywać dupę.
Mityczne i często powtarzane "i tak publika jest najebana i przychodzi poskakać" zawsze działa mi na nerwy więc może wtrącę swoje trzy grosze.
Błędny tok myślenia już od samego początku. Może 10 lat temu i wcześniej faktycznie tak było, ale ostatnimi czasy mam wrażenie, że sporo sie zmieniło. Rozmawiając z ludźmi po koncertach mogę śmiało stwierdzić, że coraz więcej z nich jest ogarniętych i słyszą więcej niż ci się wydaje.
Poza tym jeśli juz sam muzyk uważa, że "co za różnica jak brzmi bo i tak kazdy jest najebany" to co ma myśleć przeciętny słuchacz widząc takie podejście?
Postarajmy się o trochę profesjonalizmu, ja mam lepsze zdanie o kapeli zanim jeszcze zdąży zagrać jak widzę, że starają się wszystko ogarnąć jak najlepiej i przykładają uwagę do detali. Wiadomo jak to z tym ogarnianiem bywa, często kapela ma wszystko dopracowane a efekt spierdoli kiepski akustyk. Ale już w ramach jednego koncertu róznice w brzmieniu poszczególnych kapel mogą być znaczne (a akustyk jest przecież ten sam), wtedy własnie wychodzi to o czym mówie.