Wychodziłoby na to, że drogie, zawodowe kable to gwarancja niezawodności. W końcu lepsze materiały, precyzyjniejsze wykonanie itp.
Niestety jestem zgoła odmiennego zdania. Czemu? Otóż, wczoraj po raz kolejny zawiodłem się na drogich kablach (myślę tak o tych powyżej 100 zeta). Zupełnie bez powodu, niedawno kupiony kabel PW na wtykach Amphenola (czyli, że niby ta najwyższa ichniejsza póła), zaczął pierdzieć, strzelać i robić dużo hałasu. Wkurw mnie złapał, bo to nie pierwszy raz, kiedy rzekomo profesjonalny kabel zawodzi. Wcześniej dwa PW mnie tak zrobiły w konia i dwa kable Fendera (kierunkowe, z wysokiej półki) - jeden PW i jeden Fender odmówiły wogóle współpracy, a pozostałe zaczęły "hałasować". Jak grałem na kablach Schallera, Coxxa czy innych Alcomexach po 30-40 zł, to nie miałem takich problemów, wytrzymywały po kilka lat, a teraz notorycznie się coś pierdoli. Przepiąłem gitarę pod kabel kumpla, który sam lutował (3 zeta za metr plus wtyki po 4 złote) i nic się nie pierdzieliło. A ta zasrana dożywotnia gwarancja mnie nie pociesza, bo kto kurwa przechowuje paragony za kable?
Chrzanię to, wracam do tanich kabli. Mam cały worek kabli made in china po 30 zł (sprawnych) i pięć niedziałających bajeranckich kierunkowych "cudów". A do studia kupie se ewentualnie jakiego Monstera.
Edit: Ja nie chcę rozpętać dyskusji na temat "kabel za 1000000$ brzmi 4 razy lepiej o d tego za 10$". Chodzi mi bardziej o to czy macie podobne doświadczenia z trwałością kabli.