Przede wszystkim z dumą ogłaszam, że wreszcie stałem się pełnoprawnym członkiem społeczności siedmiostrunowej.
Po wczorajszej balandze obudził mnie dziś rano kurier z moją nową dziewczyną - mógłbym mieć takie pobudki częściej.

Pierwsze wrażenia na sucho - kierwa, jaki ten gryf jest wygodny! nie czuję specjalnej różnicy po przeskoku z szóstki, mimo, że łapę mam niewielką. Kolejnym miłym zaskoczeniem było to, że gitara przyjechała nastrojona i dobrze wyregulowana - menzura w porządku ustawiona, gryf prościutki, struny bardzo nisko (jak się później okazało aż za nisko). Nie czekając pobiegłem podpiąć ją do wzmaka, niestety do Ibaneza TBX150R kumpla, a nie do Fendmessa (wraca w piątek z Gdyni). Niestety trochę się rozczarowałem - w gicie siedzą przetworniki Ibaneza V7-7 i V7-8 i cóż, są do dupy. Jak pisałem w temacie o nich, sama góra, rozlazłe i mulące brzmienie. Przez bardzo nisko leżące struny dźwięk nie wybrzmiewał i nie miał odpowiedniego powera, dlatego podniosłem mostek od strony strun basowych o dobrych parę milimetrów. gitara odżyła! można solidnie pierdolnąć w struny i słychać moc w głośnikach, a dzięki STB jeszcze pójść na kawę.

Strój docelowy to drop A.
Ogólnie wiosełko nie jest jakieś nadzwyczajne, ale jestem bardzo zadowolony, tym bardziej, że wyrwałem je za 800zł

po dorzuceniu 300zł na Helfajkę myślę, że nie będę miał pytań.
Jedyne czego naprawdę mi w niej chyba najbardziej brakuje (po Helfaji) to blueburst... ach

trochę marnych fotek:







