Witam wszystkich bardzo gorąco, było szczute przez co najmniej miesiąc, było teasowane że będzie kawaii jak nigdy.
No i jest.
ESP Snapper 7 Ohmura Custom
Ktoś mógłby powiedzieć -
"ale już przecież miałeś Edwardsa, po co pakować hajs w ESP?" - ano żeby mieć trochę wrażeń w życiu i spełniać marzenia swojego wewnętrznego 15-letniego kuca oczywiście.
Specka + różnice względem budżetowego kuzyna:
- body: olcha
- gryf: klon
- podstrunnica: palisander (scallopowany od 9 progu)
- radius: zmienny 9,5-12 cali (zamiast 12 cali na całości)
- skala: 25,5 cala
- elektrownia: EMG 81-7/85-7 (w puszkach brushed chrome, zamiast w plastikach)
- mostek: ESP Flicker 3 (zamiast Wilkinsona, wspaniały - parę zdań o nim za chwilę)
- klucze: Gotoh
- bonusy: Luminlaye na bokach, brokatowe kropki na podstrunnicy
Tak jak już Edwardsem byłem zachwycony, tak tutaj jest wszystkiego po prostu więcej - więcej brokatu, więcej uwagi do detali jeśli chodzi o wykończenie progów i podstrunnicy, więcej masy w mostku, wszystko (może za sprawą efektu wow) wydaje się jeszcze lepiej ze sobą spasowane.
Scallopy
Czy bardziej okrągły radius sprawia, że łatwiej składać akordy? No może tak, ale tak samo wpływa na to zajebisty fretwork. Nie mniej jednak, jest to bardzo fajny ficzer.
Czy scallopy przeszkadzają/ułatwiają? Imo ułatwiają, każdy bend czy vibrato wchodzi bez jakichkolwiek oporów i bardzo mi się to podoba (choć wymaga to jeszcze przyzwyczajenia).
Mostek Flicker 3, w odróżnieniu od chyba wszystkich innych mostków tremolo a'la vintage, nie opiera się na śrubach czy nożach, tylko na zawiasie z łożyskami (czyli trochę jak Ibanez ZR, niech mnie ktoś poprawi jeśli pierdolę głupoty). Co za tym idzie - chodzi bardzo płynnie i trzyma strój jak przystało na jednostronne tremolo. Dodatkowo pod ręką nic nie uwiera, nie haczy, nie drapie, można cisnąć palm muting za wszystkie grzechy świata.
Z rzeczy, które można opisywać, ale koniec końców trzeba poczuć organoleptycznie - bardzo szybko reaguje na atak z kostki. Nie wiem z czego to wynika, czy może to placebo, ale Edwards był wyczuwalnie wolniejszy.
Podsumowując - efekt wow jak skurwysyn, ale raczej każdy jest to w stanie zrozumieć. Kolektywnie przyjęto, że Edwards jest bardzo dobrą gitarą, ale ESP jest po prostu
bardziejszy w każdym aspekcie. Czy uzasadnia to różnicę w cenie? No nie XD ale to nie o to na tak zaawansowanym etapie popierdolenia chodzi.
Pozostałe fotki:
Spoiler Demo:
Spoiler
PS. podziękowania dla
@youshy oraz
@Maciek za przyjęcie mnie na krakowskiej wyprawie po gitarę, jakby ktoś wyjątkowo chorował na Edwardsa to obecnie jest on u
@Maciek