Pamiętam swoje pierwsze poszukiwania siódemki, wysyłanie maili i przeszukiwanie rynku. Instrumentem, który jako pierwszy zwrócił moja uwagę był Schecter Hellraiser C7. Przystępny cenowo, miał dobry osprzęt i prezentował się pięknie. Było to jakoś w 2008 roku i właściwie nigdy nie miałem styczności z Hellraiserem, aż do teraz. Chciałbym Wam dzisiaj przedstawić nietypowego Schectera, bo połączenie dwóch modeli, będzie to mianowicie Hellraiser Hybrid C7.
Zeszłoroczna premiera tego wiosła nie wzbudziła w Polsce wielkiego och i ach, bo dostaliśmy nowego Loomisa, Merrowa i Banshee Elite. A jak wygląda sprawą Hybrida?
Specyfikacja: Konstrukcja: gryf wklejony w korpus
Korpus: mahoń
Top: klon pikowany
Gryf: klon, 3 części
Progi: 24, medium jumbo
Profil gryfu: ultra thin C
Podstrunnica: heban
Radius podstrunnicy: 12"-16"
Skala: 26,5"
Most: Hipshot
Klucze: blokowane, Schecter
Elektronika: przełącznik trójpozycyjny, 2x głośność, 1x barwa
Przetworniki: EMG57-7h, 66-7h
Binding: wieloczęściowy + włókno węglowe
Markery: naprzemienne kropki + luminlaye
Wykończenie korpusu: TBB (trans black burst)
Wykończenie gryfu: transparentny czarny mat
Siodełko: Graphtech, 48mm
Co, gdzie, jak, co? Mając w pamięci mahoniowego Blackjacka ATX i C7 byłem pewien, że wiosło będzie leciutkie. Moje przypuszczenia okazały się niesłuszne, gdyż waży ono 3,8 kg. A dalej już było tylko lepiej.
Archtopowy mahoniowy korpus ze świetnie spasowanym klonowym topem dopełnia most Hipshota i wkręcone w korpus przetworniki EMG (w pierwszej wersji Hybrida pickupy zamocowane były w ramkach). W dolnej części korpusu znajdziemy jak zwykle przełącznik i 3 potencjometry. Na hebanowej podstrunnicy oprócz 24 progów znajdziemy typowy hellraiser'owy krzyż na 12 progu oraz odwrócone markery w kształcie kropek. Na bocznej krawędzi nocne granie umilą nam fosforyzujące luminlaye. Konstrukcja instrumentu zwieńczona jest siodełkiem Graphtech i blokowanymi kluczami z logo Schecter. Ciekawym rozwiązaniem jest binding z włókna węglowego otaczający cały instrument. Z racji, że gitara jest czarna, ciemną, grafitową lamówkę dojrzymy dopiero po przyjrzeniu się z bliska, ale według mnie robi wrażenie.
Miłym akcentem wykończeniowym jest zaślepka pręta regulacyjnego, która również imituje włokno węglowe, a finalni wykończenie dopełnia EMG w ciemnych, chromowanych, "wyszczotkowanych" puszkach, które przywodzą na myśl bogactwo Bare Knuckle Pickups.
Skąd ten Blackjack SLS?
Na oficjalnej stronie Schectera możemy przeczytać, że Hybrid to połączenie SLSa z Hellraiserem. A dokładniej bardziej wyrzeźbiony korpus Hellraisera (nie miałem nigdy "normalnego" więc ciężko mi mówić o różnicach) z niskoprofilowym mostem, a do tego gryf z Blackjacka SLS, czyli cieńszy z innym profilem (ultra thin C), do tego z trzech kawałków klonu i hebanową podstrunnicą (Hellraiser to mahoń + palisander). Oprócz tego mamy tu zmienny radius podstrunnicy 12"-16". Na podstrunnicy znajdziemy też oznaczenia, które wprowadził Keith Merrow w swoim modelu, czyli od 1 do 12 progu kropki są "na górze", powyżej 12 "na dole".
A co z koreańskimi wpadkami?
W zasadzie jestem mocno zdziwiony, bo właściwie gitara nie ma typowych szekterowych wtop, jak lakier na bindingu, czy właśnie niedopracowana lamówka. Zdarzył się jednak jeden feler, o którym pisałem, że się praktycznie nie zdarza.
Wysokość strun nad pierwszym progiem wynosiła milimetr z kawałkiem, co przekracza maksymalną normę (0,5) podwójnie.
Drugą wesołą sprawą są luminlaye, które... Opadają:
I ich część znika z bindingu. Taki psikus.
Gramy?
Biorąc Hybrida w łapki czuć od razu, że nie będzie wesoło. Jest ciężko, cięko i jeszcze raz ciężko. Zagrałem na niej próbę i na szczęście zarówno na kolanach jak i na pasku nie występuje problem opadania gryfu. Z wrażeń dotykowych - gryf jest ciekawie wykończony, bo teoretycznie powinien być matowy, ale lakierowany. Czyli nie tak jak w Banshee:
Naturalnie i miło, tylko jakby połysk lakieru został starty z części gryfu:
Co niestety wiążę się z tym, że po kilkunastu godzinach grania gryf staje się całkowicie śliski i błyszczący, podobnie jak korpusy wykańczane w ten sam sposób.
Przyglądając się przy okazji mostkowi, znalazłem ponownie miły szczegół znany z KM-7, wózek siódmej struny jest krótszy, co pozwala na maksymalne wydłużenie menzury przy niskich strojach.
Dobra, ale mieliśmy grać. Moje ulubione połączenie drewienek, czyli mahoń + klon + heban jest tutaj napędzane dwoma aktywnymi humbuckerami. Producent opisuje je jako PAFy na magnesach Alnico V (czyli całkiem mocne) ze stalowymi nadbiegunnikami. I faktycznie, to co usłyszymy po podpięciu gitary do wzmacniacza ni w ząb nie przypomina klasycznych EMG. Nie ma tego drucianego, sztucznego brzmienia, którym częstuje nas EMG81, nie ma zmułki EMG707. Pickupy bardzo dobrze reagują na potencjometr głośności, brzmią bardzo naturalnie i zdecydowanie bliżej im do pasywów niż do aktywów. Siła sygnały jest duża, łatwo się przesterowują nie tracąc przy tym swojego charakteru. Wychodzi to wszystko bardzo selektywnie, z nieprzesadzoną górą i zaznaczonym dołem. Pokrótce mówiąc, jak dla mnie brzmią jak Blackouty z mniejszym sygnałem. No nie ma zmiłuj się.
Wnioski Czy pomysł wprowadzenia tego wiosła na rynek jest dobry? Według mnie bardzo. W ofercie brakowało gitary, która połączyłaby cieńszy gryf, z Hipshotem, do tego nietypowe przetworniki i wykończenie, które doskonale się uzupełniają. A na deser spasowany topik, który może poruszyć nie tylko niewieście serca. Dwie sprawy, które nie dają mi spać to lakierowanie gryfu i rozłożenie potencjometrów, które doprowadza mnie do szewskiej pasji. Oprócz tego wiosło killer. Jestem na tak. Bardzo na tak.
Spoiler Gitarę testowałem dzięki uprzejmości dystrybutora marki Schecter w Polsce -
megamusic.pl .