Tutaj absolutnie nie chodzi o to, żeby konkurować brzmieniowo z chińczykami
Na początku chodziło o to, żeby sobie udowodnić, że się da i że potrafię, bo pierwsza grająca noga od stołu była dla mnie całkowitym zaskoczeniem, nie miałem pojęcia, co z tego wyniknie. A teraz? Teraz chodzi o to, żeby się czegoś nowego nauczyć/dowiedzieć, czego przykładem będzie np. fanned frets, który jest już na ukończeniu, ale trochę się opóźnia, przez kumulację sesji i choroby (a najgorszym błędem jest robienie czegoś będąc chorym, bo można się jebnąć).
Grzebanie nawet przy takich patykach to bardzo odprężające zajęcie, nawet na równi z samym graniem. Niektórzy mogą się śmiać, że to niepoważne i tego typu gadki, ale mi się podoba i zamierzam brnąć w ten temat i wkrótce zrobić coś poważniejszego, bo w końcu nie liczy się, jak się zaczyna, ale jak się kończy