Zupełnie przypadkowo jakiś tydzień temu moja żona nabyła drogą kupna ślicznego Gibsona Les Paula Standard Plus. Miała trochę wolnej gotówki, więc żeby nie rozeszła się na waciki i inne lakiery do paznokci

postanowiła ulokować je w bardzo zacnej gitarce. Nie wiem jak długo wiosło będzie do mojej dyspozycji, ale póki co mam parkę i się bardzo cieszę.
Wiosło jest z 2007 roku i jest już modelem z tzw. "tone chambers", ale jeszcze bez dziwactw typu asymetryczny gryf itd. Gitara jest w stanie sklepowym - zero śladów używania. Mahoń i klon są przepiękne, wiosło wykonane naprawdę zacnie, lepiej niż moja Mućka z 2002. Wersja z gryfem 60's i Burstbuckerami.

Dzięki komorom rezonansowym wiosło jest sporo lżejsze niż moja niedrążona Mućka, co traktuję jak plus. Komory wpływają też zauważalnie na sound z deski - gitara gra głośniej i ma pełniejsze brzmienie. Pod piecem różnice się zacierają i brzmi bardzo porównywalnie do Gibona bez komór. Może na lowoutputowych 57-kach słychać by było "wydmuszkę", ale na Burstbuckerach nie ma specjalnych różnic - po prostu solidny, rasowy Les Paul. Brzmi, stroi, wybrzmiewa, no i wygląda

Jest to jeden z najlepiej wykonanych Gibsonów jakie miałem w rękach, o ile w Mućce mogę się przyjebać do jakichś tam detali, o tyle tutaj wszystko jest wykonane na najwyższym poziomie. Klon jest absolutnie przepiękny, zdjęcie nawet w 50% nie oddaje urody wiosła.
Cieszę się, bo dobrych gitar nigdy za wiele, ale mam też świadomość, że najprawdopodobniej wiosło zagości u mnie tylko na jakiś czas, bo mając Mućkę i Morse'a posiadanie kolejnego wiosła jest fanaberią, a nie koniecznością. A ponieważ i Morświna i Mućkę kocham jak własne dzieci, to raczej mało prawdopodobne, że Beza (tak ją nazwałem - bo lekka i słodka) zajmie miejsce któregoś z nich. Póki co wiosło nie jest na sprzedaż, choć w każdej chwili się spodziewam, że Anita może zapragnąć nowego dywanu czy żyrandola z kryształów Svarowskiego

a tu zdjęcie parki:
