Wprawdzie wspominałem o tym w wątku "when you're ready", ale temat przybrał tak zaawansowane stadium, że zasługuje na nowy, samodzielny wątek.
Gwoli wprowadzenia - telecastery lubię od dawna, i to nie takie jak większość z Was (ósemki Carpentera), ale te "prawdziwe", zalatujące stodołą. Miałem ich nawet kilka, dokładnie trzy i każdego wspominam bardzo ciepło. Najmocniej w pamięci wyrył mi się Fender Richie Kotzen tele, którego musiałem sprzedać, choć wcale tego nie chciałem. No jak już mogłem go odkupić, to nowy właściciel ani myślał mi go odsprzedać, a zorganizowanie innego okazało się być zbyt trudnym zadaniem. No i łaził za mną taki telecaster od dłuższego czasu, ale co się dobrałem do jakiegoś, to coś mi w nim nie hulało. No i pewnego dnia przyuważyłem na naszym forum zdjęcia wiosła własnoręcznie wykonanego przez jednego z "naszych". Wiosło było tak dziwaczne, że aż śliczne. Zainteresowałem się tematem, wdałem w gadkę z autorem tegoż i okazało się, że mam do czynienia z wieloletnim współpracownikiem Mayonesa, który nie jedno wiosło wystrugał.
W pewnym momencie pojawiła się idea zmajstrowania telecastera dla mnie i o dziwo Jarek się zgodził. Po ustaleniu szczegółów przystąpił do dzieła, a stanęło na tym:
Wiosło miało być soundowo najbardziej klasyczną formą telecastera - decha olcha, gry klon, dwa brzęczące single. Optycznie natomiast gitara miała balansować na granicy obciachu - koślawa deska, wzorzysty top, cukierkowy lakier i złoty osprzęt.
Speca:
deska - olcha, curly maple top & back, binding topu
gryf - klon, grubas, radius 12 cali, progi 21 jumbo
kolor - blueburst, główka w kolorze
hardware - gotoh, złoty
elektronika - 2x DiMarzio Twang King
No i zaczęło się:







i już się zrobiło milutko, ale to nie koniec:











Najarany jestem strasznie, a z wstępnych ustaleń wynika, że przyszły wtorek będzie dniem odbioru.
Kolejne foteczki wkrótce.
Hugs
A.
Posty połączone: 06 Gru, 2011, 01:33:08
I jeszcze trochę porno:





